Leszek Ben Rudnicki - Powrót legendy


Kompozytor, muzyk, aranżer, autor tekstów, mentor, a także opiekun duchowy — tym wszystkim był prawie zapomniany już dzisiaj – Leszek Ben Rudnicki. Dla generacji, w której żył i działał, jest postacią niemal legendarną. Indywidualista, ekscentryk, słowem — kolorowy ptak. Swoim wyglądem, przypominał Dzieci- Kwiaty. Było to powodem mnóstwa problemów z konserwatywną starszyzną kościelną. Był niezwykle muzycznie utalentowany, można powiedzieć, że na swój sposób był cudownym dzieckiem. Grał niemal na wszystkich dostępnych wówczas instrumentach, nuty na pięciolinii pisał z ogromną łatwością.

Jak to z legendami bywa, czasami trudno oddzielić prawdę od fałszu, nie mniej sporo faktów nie podlega dyskusji. Urodził się w 1955 r. w rodzinie chrześcijan Baptystów i był związany z kościołem na ul. Waliców w Warszawie. Bardzo szybko już jako młody chłopak zajął się muzyką. Mając dostęp do płyt z zachodnią współczesną muzyką chrześcijańską, również chciał grać w ten sposób. W zasadzie od początku zerwał z obowiązującą muzyką kościelną i poszedł swoją drogą. Dla młodzieży był postacią bardzo charyzmatyczną. Bardzo szybko zaczął zakładać różne formacje muzyczne. Z osób, które przewinęły się przez jego zespoły, warto wymienić: braci Blank, Tadeusza Gajewskiego, Leszka Dajlidzionka, Mietka Drozda, braci Marka i Adama Głodków oraz Leona i Albina Paduch. Z zespołem związanych było też kilka młodych dziewczyn m.in. Grażyna Dziarska i Ania Dajlidzionek.

Kilka z wymienionych osób zasiliły kilka lat później znaną Grupę Mojego Brata. Pomimo że był postacią kontrowersyjną, w kościele prowadził tzw. uwielbienie. Ben dał się poznać jako muzyk na kursach, obozach młodzieżowych organizowanych przez Kościół Baptystów. Chóry prowadzili Zygmunt Karel i Andrzej Seweryn, Ben występował jako solista i wokalista. Obozowe nagrania zachowały się i są dostępne na YouTube. Niestety współpraca z wyżej wymienionymi kierownikami chórów nie trwała długo. Ben jak zagorzały miłośnik nowoczesnej muzyki nie mógł się pogodzić z dość zachowawczym kierunkiem muzycznym, który dominował w kościele. W 1976 r. zebrał kilku młodych ludzi i sam poprowadził chór na obozie w Koszalinie.

Sam wyjazd do położonego na północy miasta był nie lada przygodą. Sprzęt był przewożony wagonem pocztowym. Jednak największym problemem było – jak ten sprzęt dostarczyć do kościoła. Szybko zorientowano się, że obok dworca była budowa, więc Leon Paduch wpadł na pomysł, aby bębny przywieść do kościoła na – taczkach! Nagrania z tego obozu, pomimo że były zarejestrowane przez Adama Wojnarowskiego, zniknęły na wiele lat. Rewolucja cyfrowa lat 90 spowodowała, że tysiące kaset i szpul wylądowało na śmietnikach, albo gdzieś w piwnicach, czy zakamarkach domowych.

Dwa lata trwały poszukiwania zaginionego materiału, ciągle były gdzieś jakieś tropy, lecz efekt żaden. Jednak zdarzył się cud, Adam Furgała, który wiele lat wcześniej jako technik muzyczny był związany z zespołem TGD, przypomniał sobie, że w mieszkaniu swojej mamy zostały jego stare kasety. Podczas niedawnej wizyty zabrał owe kasety i w domu przesłuchał. Okazało się, że wśród tych nagrań znalazł się materiał z Koszalina. Po 47 latach nagrania zostały poddane obróbce cyfrowej i można ich wysłuchać. Co zaskakuje – brzmią zdumiewająco dobrze. Materiał nie jest długi, trwa tylko dwadzieścia kilka minut, jednak daje wgląd w stylistykę muzyczną Bena Rudnickiego. Nagrania przypominają trochę słuchowisko, każda piosenka jest poprzedzona przemową Bena Rudnickiego z odpowiednio wybranym tekstem biblijnym. Prezentowany materiał został podzielony na części, najpierw tylko muzyka, na końcu całość.

W późniejszym czasie Ben założył zespół Quo Vadis, który osiągnął spory rozgłos. Był to jeden z pierwszych tego typu zespołów w społecznościach ewangelicznych. Gitara basowa i elektryczna, pełny zestaw perkusyjny, dla wielu był szokiem. Pod koniec lat 70 Ben ożenił się i wyjechał z Polski, najpierw do Izraela, tam zmienił nazwisko na Ben Rubin, później przeniósł się do USA, gdzie w 2016 roku zmarł. W późniejszym okresie zajął się tworzeniem muzyki elektronicznej, która jednak nie zdobyła szerszego rozgłosu.

Wpływ Bena Rudnickiego na muzykę chrześcijańską tamtych czasów był olbrzymi. Można powiedzieć, że to właśnie on wprowadził do polskiej muzyki stylistykę Andraé Croucha. Młodych muzyków inspirował zupełnie innym myśleniem muzycznym. Można powiedzieć, że dzisiejsze TGD, które zaczynało jako Połączone Chóry na początku lat 80, było kolejną wersją chórów młodzieżowych, tym razem prowadzonych już przez Janusza Sierlę.

Zapomniana muzyka, po prawie 50 latach wróciła. Miejmy nadzieję, że odnajdą się wkrótce kolejne zapomniane nagrania Bena Rudnickiego, a także innych wykonawców.

Link do muzyki: Koszalin 1976